ZPB.by

Monday, Apr 22nd

Last update11:15:31 AM GMT

You are here: Kartki historii Wydarzenia Bitwa pod Koronowem

Bitwa pod Koronowem

Email Drukuj PDF

Bitwa pod KoronowemW lipcu 2010r. z pompą i paradą obchodzono rocznicę zwycięstwa pod Grunwaldem, ale kto w Polsce i Białorusi, poza gronem historyków, wie o drugiej walnej bitwie z Krzyżakami i ich zachodnimi sojusznikami 10 października, która uratowała Polskę i Litwę, a opisana jest tylko przez kanonika Jana Długosza w jego „Kronikach”.

Sytuacja przed bitwą
Osiemnastego września Witold Wielki, jak go zwą Litwini, odszedł ze swymi wojskami, które pod Grunwaldem i przy zdobywaniu Malborka poniosły większe straty niż Polacy. Wracali do domu, bo w Inflantach była spora armia dowodzona przez wielkiego marszałka Berna von Hevelmanna, zagrażała Litwie.
Jagiełło następnie odprawia większość wojska polskiego i odchodzi od obleganego od lipca Malborka, czemu się ostro przeciwstawiał na naradzie wojennej ksiądz Mikołaj Trąba.
Król, zapewne zrobił to pod wpływem rycerstwa z Małopolski, które obawiało się, że na ich tereny wejdą wojska sojusznika Zakonu króla Węgier Zygmunta. Spodziewając się tam ataku, Jagiełło chciał być blisko ewentualnego terenu przyszłej walki.
Pozostawiając skromne załogi w wielu zdobytych grodach po drodze, jednak zdobył wiele miesięcy oblegany gród Radzyń Chełmińskim i oddał ją w dzierżawę rycerzowi czeskiemu Jaśkowi Sokołowi.
28 września przybył do Torunia, gdzie mieszkańcy wiwatowali na jego widok i zachowywał się tak, jakby wygrał wojnę z Krzyżakami, choć w Malborku władzę sprawował tymczasowy mistrz Henryk von Plauben, były komtur Świecia, który nie brał udziału w bitwie grunwaldzkiej i po odejściu Polaków zaczął odbierać utracone zamki.
Sytuacja zaczęła się zmieniać na niekorzyść Polaków. Na pomoc Krzyżakom szedł znany z okrucieństwa wójt Nowej Marchi, czyli Kujaw, Michał Kuchmeister. Prowadził, około 4000 zbrojnych gdzie większość stanowili rycerze z Zachodu, Szwabów, Bawarów i Franków, a zwłaszcza z Węgrów.
Jednak liczba tych ochotników była mniejsza niż się spodziewano, gdyż trwała wówczas wojna o sukcesje we Francji, zwana później wojną stuletnią. Ponadto już wyczerpała się tradycja wojen krzyżowych i na polach Francji łatwiej, niż gdzieś na krańcach „cywilizowanej Europy”, można było zdobyć spore łupy.
Sytuacja Polski stała się prawie tragiczna, bo Jagiełło miał około 7000 wojska różnej wartości, które było rozsiana na sporym obszarze.
Pod obleganymi od kilkunastu dni Chojnicami Krzyżacy pojmali dwóch polskich rycerzy, którzy wprowadzili ich w błąd, że pod Koronowem, mieścinie 30 km od Bydgoszczy gdzie wówczas był klasztor cystersów, nieposiadający poważnych murów obronnych znajduje się spora liczba Polaków, ale nie są to poważne siły a zbieranina.

Przebieg
Kuchmeister pozostawił niewielkie siły pod obleganą Tucholą i ruszył na Koronowo. Liczył, że rozgromi tam wrogów, co spowoduje poddanie się Tucholi, a potem ruszy na Inowrocław, gdzie znajdował się król.
Kiedy przeciwnicy podeszli pod te miasteczko, zsiedli z koni i chcieli je pieszo zdobyć. Wówczas polskie rycerstwo, głównie z Wielkopolski, któremu przewodzili zaprawieni w bojach wojewoda poznański Sędziwój z Ostroga, wojewoda brzeski Maciej z Łabiszyna i marszałek nadworny Królestwa Polskiego Piotr Niedzwiedzki, przerwało posiłek, aby nałożyć zbroje i wyszło naprzeciw wroga sekretnym przejściem.
Krzyżacy przerażeni widokiem tylu rycerzy wsiedli na konie i zaczęli się wycofywać. Za nimi ruszyli Polacy i niezbyt wielki oddział lekkiej jazdy, być może Tarów, w służbie Jagiełły, którzy z konia przeciwnika razili z łuków. Tak zadawali wrogom znaczne straty, nawet wdzierali się w ich szyki, a gdy Krzyżacy chcieli ich odpędzić, cofali się i chowali się między polskich rycerzy.
Nękani przeciwnicy zostali zmuszeni do przyjęcia walnej bitwy, bo inaczej mogli być wybici, nim dotrą do Tucholi. Gdy doszli do największej w tych okolicach góry, chcieli tam odeprzeć Polaków, którzy musieli by atakować ich „pod górę”.
Znające lepiej okolice wojska królewskie nie poszły na nich na wprost. Obeszły górę i weszły na nią ze strony, gdzie było łatwiejsze podejście i oba wojska znalazły się na dość płaskim szczycie około 11 km od dzisiejszych granic miasteczka Koronowo na terenach wsi zwanej Łasko Wielkie lub Łasko Wilcze.
Nad wojskami polskimi powiewała tylko jedna chorągiew biała, a na niej był podwójny krzyż ciemno-czerwony, który nosił Piotr z Rytra herbu Topór. Nad Krzyżakami zaś powiewała chorągiew w białe i czarne pola, które stykały się z sobą po przekątnej, którą dzierżył Henryk z pochodzenia Francuz.
Nim doszło do walnego starcia rycerz węgierski, Ślązak Konrad Neympacz wystąpił przed szeregi i wezwał przedstawiciela przeciwników na pojedynek. Z polskich szeregów podjął z nim walkę Jan Szczycki herbu Doliwa, pokonał go, zrzucił z konia i stratował.
Rozgorzała wielogodzinna typowa bitwa średniowiecza, która składała się w istocie z pojedynków rycerzy, którzy stali jak „kołki w płocie” i między nimi była mniej więcej przestrzeń długości kopii i nie było żadnego „frontu”. W tej bitwie Krzyżaków i ich sojuszników było więcej. Musieli czekać póki nie ustanie walka między rycerzami a stającymi przed nimi Polakami. Dopiero po rozegraniu tego pojedynku mogli wziąć udział w boju.
Walka była tak uporczywa, jakiej nie pamiętano od dawna, aż wreszcie przeciwnikom zabrakło tchu i stała się rzecz zadziwiająca. Obie strony chciały przerwać walkę i ogłoszono rozejm. Zaczęto ocierać pot z czoła i koni, zbierać z pola bitwy rannych, łapać konie po zrzuconych czy zabitych.
Po pewnym czasie walki wznowiono. Szły bardzo znów zażarcie i co zadziwiające, po raz drugi ogłoszono przerwę w walkach. Podczas której nie tylko zbierano rannych, ale jeszcze nawzajem rycerze obu stron raczyli się winem i składali sobie gratulacje, że są tak dzielnymi.
Obraz bitwy zmienił się radykalnie, gdy polski rycerz Jan Nasian z Ostrowic zwalił z konia chorążego wrogów i zawładnął chorągwią krzyżacką.
Tym złamał morale przeciwnika, który zabrał się do pośpiesznej ucieczki. Polacy rzucili się w pogoni. Do walki weszli też już wspomniani łucznicy i lekkokonni, a podczas pościgu poległo najwięcej rycerzy krzyżackich.

Po bitwie
W ręce polskie wpadł wódz krzyżacki, moc rycerzy, zwłaszcza z zachodu i wielkie łupy. Polacy pochowali swych zabitych w klasztorze cystersów i ruszyli z jeńcami do Bydgoszczy, gdzie przez trzy dni świętowali, a następnie ruszyli do Inowrocławia, gdzie przedstawili królowi jeńców, którym kazał opatrzyć rany i wydał dla nich ucztę.
Przemówił do nich i przedstawił pretensji do Zakonu za jego podłe czyny. Łagodnym zachowaniem do jeńców i daniem im wolności, przekonał ich o swej słuszności. Ci potem mówili, że gdyby wiedzieli, jak się mają sprawy, to bronić Zakonu by nie przyszli. Stali się jego orędownikami w swych krajach i utrudnili Krzyżakom werbowanie rycerzy do walki z połączonymi siłami polsko-litewskimi.
Bitwa pod Koronowem ugruntowała polsko-litewską przewagę militarną, zdobytą na polach Grunwaldu.
To zwycięstwo załamało plany jesienno zimowej ofensywy Zakonu. Strona polska złapała w swe ręce inicjatywę. Utrzymała ją do 9 grudnia, kiedy zawarto w Nieszawie rozejm i rozpoczęto rokowania pokojowe, zakończone w Toruniu pierwszego lutego 1411r.
W przeciwieństwie do Grunwaldu, nie ma dokładnego opisu przebiegu tej bitwy, a kto by chciał się dokładnie zapoznać z tym tematem, może znaleźć więcej szczegółów w książce Piotra Derdeja pt: „Koronowo 1410”, wydaną przez „Belonę”, z której pisząc ten tekst korzystałem.
Pole bitwy pod Koronowem nigdy nie było przedmiotem badań archeologicznych, nie ma tam jakiegokolwiek pomnika, a tylko jest kamień, z pod którego ponoć rycerstwo polskie poszło do ataku oraz ruiny klasztoru cystersów, gdzie ponoć pochowano zabitych w bitwie.
Dalej Litwini nie mogłi sobie przypisywać zwycięstwa w niej, bo z Witoldem nie tak Wielkim odeszli trzy tygodnie przed nią.

Joomla